sobota, 26 kwietnia 2014

Wywiad z Patrycją Brooks

"Przyjaciel uspokoi Cię, kiedy będziesz wkurzony, 
ale najlepszy przyjaciel będzie szedł obok Ciebie 
z kijem baseballowym, śpiewając:
"Komuś się oberwie!"" 

Witam Patrycjo <3 
Cześć <3
Pierwsze pytanie. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Ktoś ci to zaproponował, czy sama na to wpadłaś?
 Zaczęłam pisać, ponieważ czułam jakąś pustkę i myślałam, że blog pomoże mi ją zapełnić. Nie myliłam się. 
Teraz jestem wzruszona statystykami moich blogów i z przyjemnością na nie wchodzę. Widzę, że sprawiam innym przyjemność, a to daje mi ogromną satysfakcję.
Dlaczego myślisz, że ludzie lubią twojego bloga?
 Sam fakt, że na niego wchodzą mnie uszczęśliwia. Mam kilkudziesięciu obserwatorów i tysiące wyświetleń. Kocham moich czytelników. Gdyby nie oni nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. Nie zaszłabym tak daleko. Mam w nich oparcie i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Za to najbardziej ich cenię.
Cudowne <3 A co czujesz, kiedy po raz kolejny ktoś piszę miły komentarz na twoim blogu?  
To uczucie, które mi towarzyszy jest niedoopisania. Za każdym razem kiedy czytam miłe słowa euforia rozsadza mnie od środka. Wiem, że ta osoba się natrudziła i poświęciła swój cenny czas na przeczytanie oraz skomentowanie danej notki. Za to wszystko jestem im ogromnie wdzięczna <3 
A dlaczego odpowiadasz na komentarze?
 Odpowiadam na każdy komentarz, ponieważ uważam, że ta osoba w pełni na to zasługuje. Pozostawia po sobie ślad, a ja z chęcią czytam wszystkie uwagi i opinie.
To bardzo miłe, że doceniasz swoich czytelników. Ale Ty też jesteś czytelnikiem. Jakie rodzaje blogów najbardziej lubisz?
Nie mam określonego rodzaju. Czytam wszystkie blogi, które mnie zaciekawią. Lubię jednak oryginalność i kreatywność. Dużo lepiej czyta mi się blogi, które się w jakiś sposób odróżniają. Jestem ich wielką fanką. 
A dlaczego zaczęłaś oglądać serial "Violetta" i co cię skłoniło do oglądania dalszych odcinków?
 Pewnego wieczoru skakałam po kanałach i zatrzymałam się na Disney Channel. Na antenie była właśnie reklama "Violetty". Spodobało mi się ich hasło, mianowicie "Miłość, muzyka, pasja..." Pomogło też jednak to, że jest to musical, a ja kocham muzykę. Do oglądania skłoniła mnie Ludmiła i może Leon. Było w nich tyle arogancji oraz byli tak wpatrzeni w siebie, że byłam ciekawa co się z nimi stanie. Dziś Leon przeszedł na jaśniejszą stronę mocy, a Ludmi kocha się w Fede. Serial się bardzo zmienił, co podoba mi się jeszcze bardziej.
A jaki rozdaj muzyki najbardziej lubisz?
 Pop, elektropop i dance. Nie jestem punkiem, ani fanką heavy metalu, ponieważ uważam, że oni się drą, a nie śpiewają. Jednak to jest tylko moje zdanie. Wy możecie mieć inne ;)
Czyli szanujesz kogoś innego zdanie? Więc co myślisz o hejterach?  
  Tak, szanuje. A co do hejterów myślę, że dobrze uzasadnione słowa krytyki jeszcze nikomu nie zaszkodziły, ale tylko i wyłącznie, kiedy dana osoba używa argumentów zgodnie z prawdą. Słowa typu "Ale badziew!" czy "Głupie!" są po prostu z zazdrości.
A czy kiedyś sama krytykowałaś kogoś, lub jego zdanie na temat czegoś?
 W sprawach bloggera nigdy nie krytykowałam. Nawet coś bezsensowego. Według mnie trzeba być wyrozumiałym wobec innych, a ten/ta bloger/ka się jeszcze podciągnie i nabierze wprawy.
Teraz coś z innej beczki. Czy myślisz, że jesteś modna, czy zakładasz pierwszą rzecz, którą znajdziesz w szafie?
 Staram się dobierać pasujące do siebie ubrania, które jakoś się ładnie dopełniają. Nie jestem wielką modnisią i nie chcę tylko wyglądać. Ale przecież pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę jest wygląd, a "jakim cię widzą, takim cię piszą".
Co myślisz, że ludzie zauważają w tobie najpierw? 
 Trudne pytanie. Moim zdaniem, najpierw zwracają uwagę na wysoki wzrost, a potem na oczy i włosy. Kiedy się już poznamy, zauważają moje poczucie humoru i optymizm z jakim staram się podchodzić do życia.
A jakich ludzi lubisz? 
 Wszystkich. I tych niższych i wyższych, i tych zabawnych i mniej zabawnych, i ładnych i takich, której tej urody nie dostali. Oczywiście, że łatwiej rozmawia i pracuje się z osobą otwartą i pewną siebie, ale uważam, że na takie "szare myszki" trzeba poświęcić więcej czasu, żeby je poznać i wtedy możemy mówić o prawdziwej przyjaźni.
A czy denerwują cię ludzie, którzy są zbyt pewni siebie i myślą, że są lepsi od wszystkich? 
 Tak, bardzo. Jednak nie tacy się przecież urodzili. W dalekiej przeszłości musiało coś się stać, co strasznie wpłynęło na ich psychikę. Dlatego staram się czasami inaczej spojrzeć na tego typu ludzi. Być może oni potrzebują naszej pomocy.
Zgadzam się. A czy wierzysz, że tacy ludzie mogą się zmienić? 
 Tak. Wierzę, że ludzie się zmieniają. Czasem na gorsze, a czasem na lepsze. Miejmy nadzieję, że częściej na tą drugą opcję.
W prawie każdym życiu typowej nastolatki pojawił się jakiś Diego lub Leon, jakaś Francesca lub Ludmiła... Czy ty też spotkałaś ludzi z podobnym charakterami co te postacie?  
 Oczywiście, że tak. Poznałam odpowiedniki Leona, Francesci i Ludmili. Aczkolwiek nasze losy toczą się troszkę inaczej, iż w serialu :D
Rozumiem :D A co myślisz o miłości?
 Chyba każdy z Tinistas zna zdanie: "All you need is love". Muszę powiedzieć, że w pełni się z nim zgadzam. Miłość to wspaniałe uczucie, ale droga do nie zawsze jest łatwa. Pamiętajmy też, że od miłości do nienawiści jest jeden, mały krok.
Interesujące. A dlaczego twój blog jest o miłości? Dlaczego nie wybrałaś na przykład przyjaźni?
Na to pytanie nawet ja nie znam odpowiedzi :D Być może romanse są o wiele ciekawsze.
Może. Prócz pisania, co lubisz robić w swoim wolnym czasie?  
 Nie nam go za wiele, ale uwielbiam śpiewać, grać na gitarze i tańczyć. Swój wolny czas poświęcam też grafice, rodzinie i przyjaciołom.
Masz rodzeństwo?
Tak, mam brata. 
Czy twoja rodzina wie, że masz bloga?
 Teraz już tak. Wspierają mnie w tej kwestii i życzą dalszych sukcesów :3
To miłe <3 A przyjaciele? 
 Uważają, że mam bzika na punkcie tego serialu, ale myślą, że obdarzono mnie niezwykłym talentem.
A czy ktoś z twoich przyjaciół ogląda Violettę? 
 Moje dwie koleżanki, jednak ja jestem większą fanką tego serialu :3
Domyślam się :D A czy masz jakiś notatnik, w którym piszesz kiedy nie masz dostępu do komputera?
Zwykle mam przy sobie telefon komórkowy i swoje szaleńcze pomysły zapisuje w notatkach ;D
A masz jakiś pamiętnik w którym zapisujesz swoje przeżycia?
 Mam i to jeszcze z "Violetty", ale rzadko kiedy coś w nim zapisuję. To przez ten ciągły pośpiech i brak czasu. Kiedyś do tego wrócę <3
Czy myślisz, że twoje życie jest niezwykłe? Że przydarzają ci się niespodziewane rzeczy?
Prawdę mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Uważam jednak, że nic szczególnego się w nim jeszcze nie zadziało. Ale kto wie? Wszystko przede mną.
Jesteś młoda, a każdy młody człowiek ma marzenia. Jakie są twoje?
Chcę być szczęśliwa. Po prostu.
A twoje hobby?
Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka, a poza tym lubię pisać i tworzyć grafikę.
Jakie jest twoje motto życiowe?
"Trenuj do końca, do upadłego, bo życie to walka, by dążyć do czegoś."
Wiem, że już jest kwiecień, ale czy myślisz, że 2013 rok był udany?
Tak, to był najlepszy okres w moim dotychczasowym życiu. Poznałam wiele wspaniałych ludzi i odkryłam moją drugą pasje.
A masz jakieś plany na rok 2014? Jakieś postanowienia?
Nie mam żadnych. Co ma być to będzie. Chcę, żeby los mnie zaskoczył.
Masz jakiegoś zwierzaka w domu?
Niestety nie, ale bardzo bym chciała. Jednak zdrowie i szkoła mi na to nie pozwalają.
Byłaś kiedyś zakochana?
Prócz Jorge, zauroczona.
A co ma takiego Jorge, co cię przyciąga do niego?
Jest mega przystojny, słodki, zabawny, inteligentny, wysoki, kochany, romantyczny. Czego chcieć więcej?
Twój kolor włosów?
Jestem blondynką.
 Czy latałaś kiedyś samolotem? Jeśli tak, to gdzie i kiedy?
Miałam okazję to przeżyć. W zeszłe ferie leciałam do Düsseldorf'u :D
Dlaczego myślisz, że ludzie lubią być w twoim towarzystwie?
Wcale tak nie myślę. Nie wiem, czy mnie lubią i nigdy się tego nie dowiem.
Opisz siebie w 5 słowach.
Szalooona, pogodna, inna, sentymentalna, wrażliwa.
Dziękuje za udzielenie wywiadu.
Cała przyjemność po mojej stronie <3

_________________________________
Tak długo mnie nie było! 
Przepraszam wszystkich, ale na razie nie będę komentować waszych rozdziałów ;c
Nie będzie mnie przez jakiś czas, ale mam nadzieję, że mi przebaczycie. <3
Nie zdziwcie się, jeśli nie będzie mnie na gg, bloggerze itp, ale jestem BARDZO zajęta ._. Jeszcze raz STRASZNIE was przepraszam <3 
To już wszystko! Do zobaczenia i (chyba) niedługo powrócę tu ;D

Nina Verdas

środa, 16 kwietnia 2014

♥ Chapter 6 ♥

"Chciałabym być kroplą deszczu.
Nie obchodzi mnie to, że spadłabym na ziemię.
Nie byłabym taka samotna jak teraz jestem."

Życie jest okropne. Jeżeli myślisz, że będziesz żyć spokojnie i nikt nie będzie cię wkurzał, pomyśl znowu. Świat jest okrutny. Żyją na nim ludzie, którzy zrobią wszystko, żeby cię skompromitować. Znęcają się nad tobą, nawet jeśli nic złego nie zrobiłeś. Znajdą najmniejszy pretekst, żeby się z ciebie śmiać. Ale nie pozwól, żeby tacy ludzie zawładnęli twoim życiem. Sprawiasz im przyjemność, pokazując, że jesteś słaby. A tego chyba nie chcesz? Nie chcesz dać im satysfakcji, że pokonali cię? Bo jeśli poddasz się, oni będą cię jeszcze bardziej nękać. Jeśli ich po prostu zignorujesz, powiesz, że nie obchodzi cię to co oni myślą, w końcu cię zostawią. Bo po co mają był wredni dla osoby, którą nie rusza to co oni myślą? Świat jest straszny, lecz jeśli będziesz silny, będziesz żyć dobrze. Zdarzą ci się momenty w których będziesz chciał upaść i już się nie podnieść, ale jeśli będziesz odważny, podniesiesz swoją głowę, powiesz, że sobie poradzisz i pójdziesz naprzód. Nawet nie spojrzysz na tych idiotów, którzy nie są warci twojej uwagi. Tak właśnie powinieneś żyć.
Być odważnym człowiekiem. 

Pomaszerowała do domu. Na jej twarzy było widać złość, a jej włosy były pokryte trawą. Chciała położyć się na łóżku niegdyś należącym do jej babci i już nie wstawać aż do kolacji. Nie chciała już widzieć swojego brata. Dla niego to było śmieszne, że Martina była cała w tej brudniej trawie. Pewnie nadal się śmiał jak głupek w tamtym lesie. 
- Coś się stało, kochanie? - usłyszała głos jej cudownej mamy. Odwróciła się i pokazała jak bardzo była wściekła. Uśmiech zniknął z twarzy kobiety. - Gdzie jest Alfredo? 
- On jest straszny! Bawiłam się z nim, było dobrze mamo, naprawdę, ale on zaczął rzucać we mnie trawą! 
- Zostawiłaś go samego? - spytała chłodno. Dziewczynka się zdziwiła, bo jej brat był od niej o wiele starszy. Mógł sobie poradzić sam, prawda? Pokiwała głową. Nie spodziewała się tego co potem nastąpiło. 
- Martina! - krzyknęła jej rodzicielka. - Przecież zabrałaś latarkę, a zaczyna się robić ciemno! Dlaczego nie pomyślałaś, że twój brat będzie potrzebował światła?! - nic nie docierało do Martiny. Myślała, że jej brat po jakimś czasie ruszy się i pójdzie do domu za nią. Wkurzyło by ją to, lecz to było lepsze niż patrzeć jak jej mama się martwi. Po chwili została sama, jej mama weszła do domu jej dziadków.
- Alfredo, - krzyknęła i miała nadzieję, że jej brat ją usłyszy. - nie chciałam cię zostawić samego w tym lesie! Ja po prostu.. Ja.. Przepraszam! Jeśli się chowasz, to wyjdź, mama jest na mnie wściekła... Proszę... - lecz nie dostała żadnej odpowiedzi. Ujrzała swojego ojca i dziadka biegnących w stronę wielkiego lasu. Zaczęła biec za nimi, bo chciała jakoś pomóc im. - Poczekajcie! - jej ojciec odwrócił się i wskazał ręką swojemu teściu, żeby biegł dalej. Klęknął przed jego malutką córką i wziął ją za rękę. 
- Tini, poczekaj tutaj. Zaraz wrócimy. Poczekaj na nas. Babcia ci upiekła ciasto. Idź kochanie. - pobiegł dalej. Zrobiła to, co jej ojciec kazał. Ale gdy weszła, nie czuła tej przyjemności jakiej czuła zawsze gdy przekraczała próg tamtego domu. Wszystko było takie ciche, jakby nikogo nie było. Poszła do kuchni, w której siedziała jej mama. Jej babcia stała przy umywalce, lecz nic nie robiła. Patrzyła bezsensownie na brudne talerze, które walały się przed nią. Dziewczynka usiadła na wielkim krześle i wepchnęła sobie do buzi czekoladowe ciasteczko. Poczuła jego słodki smak na jej języku. Zaczęła je chrupać i popatrzyła dookoła siebie. W kącie leżała jej piękna gitara, więc zdecydowała ją podnieść. Kiedy już wyjęła ją z futerału, dwie dorosły kobiety usłyszały jej piękny głos. Odwróciły się i zobaczyły ich małą dziewczynkę śpiewającą piosenkę. Od razu na ich twarzach pojawił się uśmiech. Czuły się dumne z tego, że Martina miała taki talent.
Kiedy miały zaczął bić brawo, usłyszały otwierające się drzwi. Pobiegły w stronę głosu jej ojca. Podczas gdy wszyscy już byli w korytarzu, młoda dziewczyna nadal była w kuchni odkładając jej kochany instrument. Potknęła się parę razy zanim dobiegła do miejsca gdzie wszyscy się znajdowali, ale kiedy już tam dotarła, wyrwał jej się krzyk, pełny bólu i cierpienia. Jej brat leżał na podłodze i miał wielką ranę na czole.
- Amelia, zadzwoń na karetkę! - zaczął wrzeszczeć jej dziadek. Jej mama wzięła swój telefon komórkowy i zaczęła naciskać różne guziki. Panikowała, zresztą tak jak wszyscy.
- Wszystko będzie dobrze. - szepnął jej ojciec.
To było największe kłamstwo, które Martina usłyszała w całym swoim życiu.

- Wiesz, że kiedyś chciałabym zostać syrenką? - spytałam, patrząc na Alfredo. Bawił się swoimi zabawkami, lecz spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Ja też. Byśmy pływali po całym oceanie i byśmy byli wolni. - zaśmiałam się. To było cudowne, że mój brat był taki związany ze mną. Mieliśmy takie piękne marzenia. Wspólne marzenia. Lecz on odszedł...

Otworzyła gwałtownie swoje powieki. Była spocona i zmartwiona, a przez jej oczy próbowały się przebić łzy. Miała być silna, ale tylko raz wspomniała swojego brata i już ma koszmary. Już lękało ją zdarzenie, które wydarzyło się kiedy ona była jeszcze młoda. Nie chciała już wspominać, nie chciała żyć przeszłością, lecz nie umiała... Tak bardzo kochała swego brata, a on jednego dnia znikną z jej życia..
Smutek wygrał. Zaczęła szlochać, każda łza była jeszcze większa i pokazywała jeszcze więcej bólu. Miała nadzieję, że zdąży pobiec do łazienki i dalej płakać tam, lecz Jorge ją zbyt dobrze znał. Wiedział kiedy cierpiała. Więc od razu gdy ona zaczynała cierpieć, on o tym wiedział. Zupełnie jakby był częścią jej. Kiedy ona była szczęśliwa, on był szczęśliwa. Kiedy ona się martwiła, on się martwił. Przytulił ją i pozwolił, żeby jej gorzkie łzy spływały po jego koszuli. Nie mówił, żeby przestała płakać, bo wiedział jak trudno było jej przytrzymać te łzy smutku.
- Co się stało? - spytał nadal trzymając ją w swoich objęciach. Próbował zrozumieć co jego narzeczona mówi podczas gdy nadal szlochała. Dał jej czas na uspokojenie się, bo był bardzo cierpliwym człowiekiem i rozumiał przez co Martina przechodziła. Widział jak bardzo cierpiała. Po chwili jednak uspokoiła się i zdołała wydusić parę słów.
- Mój brat mi się śnił.. - szepnęła i znowu położyła swoją głowę na poduszce. Patrzyła na jego oczy, czuła się bezpieczna koło niego. Miała nadzieję, że tak zostanie do końca jej dni.
Schylił się i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Nic nie powiedział, tylko przytulił ją i czekał aż jego ukochana wreszcie zaśnie w spokoju, żeby on też mógł odpłynąć w krainę Morfeusza bez żadnych zmartwień.  

- Panna Lambre, - zaczął jej szef. Łysy mężczyzna wyznaczał każdemu pracownikowi zadanie. Teraz był czas na nią. - pójdzie pani do biura "Entertaiment Time" i zada pani parę pytań niektórym pracownikom. Jest to niezwykle ważne dla naszego czasopisma, a pani jest pracowita, więc mam nadzieję, że pani nie zawiedzie nas. - skończył swoją wypowiedź i podał kobiecie stos papierów. Wstała, pożegnała się i wyszła z biura mężczyzny. "Pada deszcz, jest poniedziałek i muszę jechać do jakiegoś nieznanego mi biura. Spełnienie marzeń", pomyślała wzdychając ciężko.
Kiedy już patrzyła na wielki budynek przed nią, cicho odetchnęła. Już wiedziała, dlaczego to zadanie było trudne. Będzie siedziała tam przez cały dzień, biegając po salach, zadając bezsensowne pytania pracownikom. Zrobiła pierwszy krok w stronę wielkich drzwi. Po chwili weszła do środka i była zaskoczona tym, co zobaczyła. Była pewna, że w "Entertaiment Time" będzie dużo ludzi, ale nie spodziewała się, że aż tak dużo. Czuła się taka zakręcona, a wszyscy dookoła jej rozmawiali, pili kawę lub biegli do pracy. W końcu zdecydowała znaleźć recepcjonistkę, żeby ta wskazała jej drogę do pierwszego pracownika.
- Ruggero Pasquarelli... Ruggero.. - mamrotała pod nosem kobieta o czarnych włosach. - Mam! Sala numer 18, tam pani go znajdzie. Życzę pani miłego dnia! - uśmiechnęła się, po czym odwróciła i bazgrała coś dalej. Blondynka ruszyła przed siebie, w stronę windy. Nie zdążyła. Ludzie się wpakowali do miejsca, gdzie Mercedes też chciała wejść. Co jej zostało? Czekać na następną windę, albo...
Przypomniało jej się, jak uwielbiała biegać po schodach z Martiną. Gdy jej przyjaciółka przyjechała do Madrytu na parę tygodni. Biegały po schodach, bawiły się w tygrysy, które biegały po swoim mieszkaniu. To była ich ulubiona zabawa, tak spędzały wiele godzin swych wakacji. Więc pomyślała o tej pięknej przeszłości i pobiegła. Biegła po tych wielkich schodach, śmiała się i czuła się wolna. Kiedy już dobiegła do sali numer 18, nie mogła złapać oddechu. Była bardzo szczęśliwa.
Spojrzała na mężczyznę niedaleko niej. Podeszła do niego i poklepała jego ramię.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę znaleźć Ruggero..
- Ruggero Pasquarelli? Po co? On chyba nie ma przyjaciół. - zaśmiał się wrednie. - Niech pani pójdzie na koniec tej sali. Wtedy go pani znajdzie. Powodzenia! - odszedł. Miała nadzieję, że to, co wcześniej spotkana osoba powiedziała, nie było prawdą. Podczas gdy szła przed siebie, wszyscy się na nią gapili, jakby nie mieli niczego lepszego do roboty. To było upokarzające, iść do człowieka, którego Lambre nie nigdy nie widziała. W jej głowie były tylko dwa słowa: "Wycofaj się". Z każdym krokiem ona stresowała się jeszcze bardziej.
- Dokąd tak pędzisz, ślicznotko? - usłyszała od jednego z ludzi, którzy patrzyli na nią i się śmiali pod nosem. Postanowiła się tym nie przejmować, iść dalej. Kiedy dotarła do końca pomieszczenia, zauważyła mężczyznę, który patrzył w stos papierów przed nim. Postanowiła, że zaryzykuje i zapyta go czy jest tym Ruggero.
- Proszę pana.. - szepnęła niepewnie i patrzyła jak wcześniej wspomniany człowiek się odwraca.
Jej serce zaczęło szybciej bić. Na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Nie wiedziała dlaczego, nie wiedziała jak.
- Znowu się spotykamy - na jego twarzy po pierwszy raz tego dnia zagościł uśmiech.
 Znów spotkał swoje długo wyczekiwane marzenie.

______________________
Łał... Długi mi wyszedł ten rozdział xD
Ale tylko dlatego, że jest długi, nie znaczy, że jest dobry! O nie, jest jakiś taki.. dziwny? 
Dziękuje wszystkim za wasze komentarze <3 Jesteście najlepsi ;D
Ej, dobijemy do 4000 wyświetleń? Takie wasze wyzwanie <3
Jeśli chcecie się dowiedzieć trochę o mnie (co myślę, że jest bardzo mało prawdopodobne), zajrzyjcie do nowej zakładki "About the author". Ach, ale co was obchodzi jakaś tam Nina? 
Przecież was obchodzi RUCHI <333
Tak, wiem ^^ Połączyłam ich <3
Ale później będziecie mnie nienawidzić xD Dlaczego? O tym kiedy indziej..
"Kocham cię. Dlaczego? Nie wiem."
Niedługo święta ^^ 
Kto mnie będzie polewał wodą? ^^
Ok, czekam na wasze reakcje <3
Nina Verdas ♥

środa, 9 kwietnia 2014

♥ Chapter 5 ♥

"Dla niego rzeczywistość była piekłem."
Dedykuje ten rozdział Miśce.

Ruggero Pasquarelli. Chłopak o wielkich marzeniach, które się nigdy nie spełniły. Kiedy siedział na swoim małym łóżku, rozmyślał o jednorożcach, piratach i wróżkach. Jego mały świat był pełen rzeczy, które uzupełniały całe jego życie, ale które, niestety, nie były prawdziwe. Nie miał rodziny. Rodzice go porzucili kiedy był bardzo mały i nikt nie chciał go wziąć do siebie. Spędził całe swoje marne dzieciństwo w sierocińcu, a gdy przyszedł czas, żeby wyjść i zmierzyć się z prawdziwym światem, nie wytrzymał tego. Trudno mu było znaleźć samego siebie, a gdy już znalazł prace i żył normalnym życiem, nikt nie doceniał tego co robił. 
Czuł się jakby cały świat się od niego odwrócił. Jakby wszyscy czekali na to, żeby się potknął. Nie był gotowy na prawdziwy świat, który go przerażał. Próbował jak najbardziej, żeby ludzie widzieli w nim dobro. Każdego dnia budził się i był przerażony tym, co na niego czekało.
Nikt nie przygotował go do świata realnego. Musiał sobie sam radzić, a jego marzeniem było to, żeby znaleźć kogoś bliskiego. Kogoś, kto by go doceniał.

- Przepraszam. - Jej głos był delikatny i wolnym ruchem ręki zgarnęła swoje blond loki ze swojej twarzy. Spojrzała na jego czyste martensy, a po chwili jej wzrok powędrował do góry. Mężczyzna  nadal krzyczał jak szalony. Popatrzyła na jego czekoladowe oczy i uśmiechnęła się. Nagle Włoch przestał wrzeszczeć i spojrzał na kobietę przed nim.
- Co powiedziałaś? - spytał ze zdziwieniem. Zazwyczaj to on był tym, który przepraszał, a nie osoba, która czasami naprawdę była winna. Zaczął się jąkać, na co blondynka odpowiedziała śmiechem. Według niego, jej twarz była idealna. Chociaż miała rozczochrane włosy, jej makijaż był cudownie ułożony, a jej oczy były pełne szczęścia. Jej zęby były białe i idealnie ułożone, jak małe perełki. Niesamowita istota stała przed nim i cichutko się śmiała.
- Przepraszam. - powtórzyła i dopiero wtedy, Ruggero zauważył jaki piękny głos ona ma. - To przecież przeze mnie twoje papiery są teraz rozwalone. Pomóc ci w czymś?
Tego się nie spodziewał. W pięć minut, ona wypowiedziała słowa, których nigdy nie słyszał przez całe te swoje nędzne życie. Pokręcił przecząco głową. Z otwartą buzią patrzył, jak magiczna kobieta, którą dopiero co poznał, znika.
 Jego marzenie się spełniło.

Patrzyła na wielkie krople za oknem, jak powoli spływają po budynkach dookoła jej domu. Uwielbiała siedzieć wieczorami w tym małym pięknym pokoju, słuchać jak deszcz bębni o szyby, jak szumi na dachu i jak robi, że czuje się bezpiecznie na łóżku, który kiedyś należał do jej mamy. Jej rodzicielka podarowała jej dużo pamiątek z jej dzieciństwa, zdjęcia, listy i inne rzeczy, które należały do niej. Łóżko było stare i skrzypiało, lecz jej to nie przeszkadzało. Pachniało jej dzieciństwem, spokojnym okresem, którego nigdy nie zapomni. Pamiętała te długie letnie dni, które spędzała na łąkach, z jej rodzicami, którzy siedzieli sobie na kocu niedaleko jej. Jej dziadkowie mieszkali z dala od miasta, więc lato na wsi a nie w Buenos Aires było dla niej niesamowitym przeżyciem, uwielbiała biegać jak szalona po lasach, które były dookoła starego domu jej babci i dziadka.
Ze wspomnień ocknął ją jej narzeczony, całując ją w czoło.
- Co na obiad? - spytała, podczas gdy on usiadł koło niej na łóżku.
- Sałatka. - spiorunowała go wzrokiem, a on się zaśmiał. - Żartuje. Chodź, to zobaczysz.
- Jeszcze chwilę. Zaraz do ciebie dołączę. - wyszedł, a ona wzięła zdjęcie jej brata. Uśmiechnęła się, lecz jedna łza pokazała jak nadal cierpiała. - Tęsknie za tobą. Ale będę silna. Tak, braciszku. Nie jestem tą Martiną Stoessel, która boi się byle czego. Ta nowa Martina będzie odważna. Kocham cię. - odstawiła wcześniej wspomniany przedmiot i pobiegła na dół.
Na niebie pojawiła się tęcza.

_____________________
Dlaczego Miśce? Bo jest nowa na bloggerze, a jej blog dopiero się rozwija. A ma taki wielki talent, że nie wiem co powiedzieć. Patrycja i Natalka, moje kochane dziewczyny <3 Więc możecie znaleźć moją kochaną miśkę z anonimka TUTAJ. <33333
Jezu, statystyki przerastają mnie, poważnie (w dobrym sensie xD). Komentarze? Jest ich mnóstwo, ostatnio jestem bardzo szczęśliwa z tego co dla mnie robicie <3 Jesteście kochani, dajecie mi siłę i chęć do pisania, pomagacie mi się wzbić do góry, kiedy ja zapominam jak mam latać... <3
Mam nadzieje, że nigdzie nie pójdziecie, nie odejdziecie. Co mogę jeszcze powiedzieć? Wszyscy mówicie, że to JA jestem cudowna i że to JA mam talent, ale to wy jesteście cudowni i to wy macie talent do robienia, że uśmiech pojawia się na mojej twarzy. 
Jakoś dziwna wyszła mi ta końcówka :/
Ruggero i Mechi <3  Ruggero taki zdziwniony, Mercedes powiedziała "Przepraszam" xD
Jorge straszy Tini sałatką terroru ;3

Nina Verdas ♥

niedziela, 30 marca 2014

♥ Chapter 4 ♥

"Nienawidzę kiedy moi przyjaciele mówią mi, że jestem piękna,
bo wiem, że kłamią."

Rozdział dedykowany Patrycji i Nikoletcie,
za ich miłe słowa pod OS-em 
i Miśce, Loli, Ally, Ellie, NieWidoczNej, Pauline, anonimkowi
i jeszcze raz Nikoletcie za ich cudowne komentarze 
pod rozdziałem napisanym przez Patrycję.

Niektórzy płaczą, bo chcą zwrócić na siebie uwagę. Dzidziusie płaczą, kiedy chcą pić, a dzieci kiedy się skaleczyły i chcą, żeby rodzice im pomogli. Z wiekiem ten głośny płacz, to krzyczenie, które denerwuje każdą mamę, ale tez wzbudza w niej niepokój, słabnie. Możemy sami sobie poradzić i jesteśmy silniejsi. Jednak najprawdziwszy płacz jest taki, nad którym nie mamy kontroli. Płaczemy nie chcąc, żeby ktoś nas zobaczył.
- Dlaczego znowu płaczesz?
- Nie wiem. 
- Przecież zawsze musi być jakiś powód do płaczu.
Nieprawda. Nie zawsze.
Gdy leżymy w łóżku, wieczorem i słyszymy szloch kochanej przez nas osoby, nawet jeśli to nie my wywołaliśmy ten smutek, czujemy się okropnie i sami chcemy płakać.
Płacz to naturalna rzecz.
Płaczem wyrażamy to, co czujemy.

Chociaż go nie widziała, czuła jakby była częścią jego. Płakała, wyobrażając sobie jego, zapłakanego i bezradnego. I chociaż prawie w ogóle nie znała Lodovici, wiedziała ile ona dla niego znaczyła. Jego siostra cioteczna była w szpitalu, a on nie mógł nic zrobić by jej pomóc. Martina próbowała się do niego dodzwonić lecz on nie odbierał, co sprawiało, że jeszcze więcej łez spływało po jej policzkach. Próbowała pójść do jego domu, ale mama chłopaka była dokładnie w tym samym stanie co jej syn.
- Martina, nie możesz ciągle siedzieć w domu. Wiem, że to trudna sytuacja i wiem, że pozwoliłem ci nie iść do szkoły przez dwa dni, ale jest sobota. Mercedes już parę razy razy przyszła a ty ją odrzuciłaś, mówiąc, że pójdziecie gdzieś następnego dnia. Myślę, że to niesprawiedliwe. Może pójdziecie gdzieś dzisiaj? Tini, proszę cię...
- Dobrze. Będę silna. Dla ciebie tato, ale też dla Jorge. Wiem, że on by chciał, żebym sobie poradziła w takiej sytuacji. Będę iść do przodu, nie zważając na to, co może się stać. Mam rodzinę, która się mną opiekuję, przyjaciółkę, która mimo wszystko jest przy mnie i nigdy mnie nie zostawi...
- Jesteś cudowna. - Blondynka weszła i przytuliła swoją przyjaciółkę. Wzruszyły ją słowa Martiny i była pewna, że gdyby była w takiej sytuacji, nie poradziłaby sobie tak jak ona. Ojciec Tini wyszedł i zostały same. Zaśmiały się cicho. Rozumiały się bez słów.
- A jak tam twój Romeo? - spytała szatynka.
Jej przyjaciółka spojrzała jej prosto w oczy. Martina wiedziała, że coś jest nie tak. Spojrzała na łzę, która spłynęła po policzku Mercedes.
- Rodrigo. Zdradził mnie.
Padły słowa, które nie powinny się przenigdy pojawić w ustach dziewczyny. Rodrigo złamał jej serce, a potem uważał to za zwyczajny czyn i chciał pocałować swoją byłą dziewczynę. Uciekła, myśląc, że zachowa to w tajemnicy przez jakiś czas, ale wiedziała, że w końcu jej przyjaciółka zada jej to pytanie, na które będzie musiała odpowiedzieć.
Zadzwonił telefon Martiny. Nadal trzymała Mercedes za rękę i nie spojrzała kto dzwonił.
- Martina, udało się!
- Co?
- Lekarze ją uratowali. Lodovica będzie żyć.

"A teraz wstań, zrób perfekcyjny makijaż
i nie pokazuj nikomu,
że coś rozwala cię od środka."

- Wiesz, parę lat temu nawet bym sobie nie mogła nawet wyobrazić życie jako matka! A teraz tu siedzę, jestem w ciąży i za parę miesięcy urodzę malutką dziewczynkę... Mercedes, czy mówiłam, że Jorge myślał, że nasze dziecko będzie chłopczykiem? Chciał go nazwać Leon! Mechi,  a jakie imię wybrać dla mojej przyszłej córeczki? Johanna, Sofia...
- Dlaczego nie jeszcze nie znalazłam swojej zielonej kropki? - spytała znienacka jej przyjaciółka. - Co ja takiego złego robię?
- O co ci chodzi?
- Bo wiesz, ty masz swojego Jorge, Lodo ma Xabianiego, czy jak mu tam. To są wasze zielone kropki. A ja? Nie mam nikogo.
- Mechi, miłość nie ma kolorów.
- W mojej bajce ma. - wymamrotała blondynka. 
- Ach... Dobra, już jest późno, może chcesz pójść na chwilę do mojego domu a potem ja i moja zielona kropka zawieziemy cię do domu?
- Nie, poradzę sobie. Pa Tini - odparła dziewczyna i poszła w stronę miasta. Rzeczywiście, było późno, ale Mercedes nie chciała już nic robić tylko się położyć i zasnąć. Przeszła przez kolejne brudne ulice, gdy nagle wpadła na kogoś.
- Co ty robisz? - krzyknął. - Dlaczego nie patrzysz przed siebie tylko bujasz w obłokach? Przez ciebie prawie wszystkie moje dokumenty są zniszczone! Co za niezdara...
Spojrzała na niego. Na jego czekoladowe oczy, które pokazywały złość, na jego włosy, idealnie ułożone...
- Moja zielona kropka. - wyszeptała i patrzyła dalej jak mężczyzna jej snów na nią krzyczy. 

___________________
Cześć i czołem i tym podobne...
Ok, rozumiem, że 9 osób to teraz czyta ;3 Ankieta ludzie, ankieta <33
Pamiętacie Camilę i jej zielone kropki? Mercedes teraz ma na ich punkcie obsesje xD
Macie jakieś pomysły? Haha, ja mam pustkę w głowie -.-
Najwięcej głosów było na Fedemiłę, więc tadam! 
Co do rozdziału to on jest... krótki, beznadziejny i nudny? Tak, chyba właśnie tak.
Ja i Patrycja dziękujemy za tyle komentarzy pod jej rozdziałem, normalnie pobiliście rekord.. xD
Aha! Dziękujcie też Patrycji za cudowny nagłówek ;3 
Jest trzech obserwatorów <3 Gracias ;D

Nina Verdas ♥

piątek, 21 marca 2014

♥ Chapter 3 ♥ Autorka: Patrycja Brooks


„…w życiu piękne są tylko chwile…”


Czasami uśmiechamy się tylko po to, żeby się nie rozpłakać. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy twardzi, a potem pytamy „Co z tobą jest? Czemu znowu pozwoliłaś się zranić?” Ale istnieją w życiu takie momenty, kiedy nie mamy na nic ochoty, kiedy wydaje się nam, że życie to najsurowsza kara, kiedy udajemy, że wszystko jest dobrze. Lecz z czasem nie mamy siły już tego udawać, ale nie chcemy okazać naszej słabości. Z dnia na dzień tracimy nadzieję…
W pewnej chwili ktoś wciąga do nas rękę i pomaga nam wstać. Pociesza, przytula, jest przy nas. Mówi, że wszystko będzie dobrze, a my wierzymy w moc tych słów…


- Jorge, wszystko gotowe? - zapytała nerwowo, krążąc w kółko po dużym i eleganckim salonie.
- Tak, kochanie. Niepotrzebnie się denerwujesz. Wiesz przecież, że to niekorzystnie wpływa na naszego synka.
- Synka? - zapytała niedowierzając. - Ale to jest dziewczynka.
-T ini, muszę cię niestety powiadomić, że się mylisz. Nazwiemy go Leon. Będzie taki przystojny, inteligentny, zabawny, jak ja. A na dziewczyny będzie działał, jak magnez. -powiedział dumny Jorge. W odpowiedzi usłyszał śmiech Martiny. - Z czego się tak śmiejesz?
- Z ciebie.
- Nie rozumiem.
- To jest córeczka. Czuję to.
- Niemożliwe.
- Możliwe. Chyba to ja ją noszę pod swoim sercem i wiem.
- Córeczka? Och, wiedziałem! Córeczka tatusia. - mówił zafascynowany, na co jego narzeczona znów wybuchła śmiechem. - Będzie tak piękna, jak ty. - oznajmił chłopak próbując dotknąć jej warg swoimi ustami, lecz Stoessel wymknęła się z jego uścisku i znalazła się obok drzwi wejściowych.
-Zaraz się spóźnimy.-powiedziała. Blanco z niechęcią chwycił torbę i oboje wyszli z posiadłości.

- Pani Martina Stoessel! - krzyknął lekarz ze swojego gabinetu. Oboje wstali i weszli do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Młoda mama położyła się na lekarskim łóżku, by doktor mógł zrobić badanie USG.
- Jaka jest płeć dziecka?
- Pół na pół.
- Jak to pół na pół? Przecież to chłopiec.
- Nie widać narządów dziecka. Ale obawiam się, że mamy teraz większy problem.-oznajmił poważnie specjalista. - Pani ciąża jest zagrożona.
Jorge zemdlał.

Znacie ból po stracie ukochanej osoby? Przeżyliście już coś takiego? Bardzo boli, prawda? A teraz wyobraźcie  sobie, że tracicie swój największy skarb, tracicie swoją kruszynkę, swoje jedyne dziecko….

- Nie bój się, kochanie. Zawsze będę przy tobie.-zapewniał, trzymając ją za rękę. Dziewczynę właśnie wieziono na blok operacyjny. Na jej twarzy malował się strach. Nie z obawy do swojego stanu zdrowia. Bała się o swoje ukochane dziecko. Nie chciała go stracić. Nie zniosłaby tego.
- Obiecaj, że nic się z nim nie stanie.
- Obiecuję.

Powoli otworzyła swoje czekoladowe oczy. Pełna obawy przełknęła ciężko ślinę. Po ułamku sekundy poczuła czuły uścisk dłoni.
- Wszystko w porządku? - zapytała.
- Tak. Mamy zdrową córeczkę.

__________________________
Ajajajajaj.... Co ja takiego złego robię? ;c
To jest takie cudowne, że chyba zaraz się popłaczę...
Zapraszam na najbardziej śliczny blog pod słońcem, tak pięknym, że trudno uwierzyć. Ten blog możecie znaleźć TUTAJ <333333
Dziękuje za 2100 wyświetleń, ale Patrycja ma 19000 i nie dorównuje jej do pięt, więc.... :/
Ok. Już kończę użalać się nad sobą. Tym razem to Patrycja będzie odpowiadać na komentarze, a nie ja :D
Ok, to ja już się zmywam <33 Niedługo będzie rozdział, bo wczoraj nie mogłam spać, więc pisałam sobie w zeszycie aż było bardzo późno. Ale nie martwcie się, bo dzisiaj chora byłam, więc nie poszłam do szkoły i mogłam się wyspać xD Ostatnio zaczęłam dodawać dużo postów na Google+ :D Nie wiem dlaczego to napisałam :d
Ale się rozpisałam xD Ok, ostatni raz mówię, że to było niesamowite.. Resztę jednak pozostawiam wam <33

Nina Verdas

PS. To jest ostatnia rzecz xD Ok, widzicie tą nową ankietę? Głosujcie, bo chcę wiedzieć ile was jest <3 Ciao!
, by włączyć powiadomienia na pulpicie dla usługi Gmail.   Dowiedz się wi
Wyświetlanie Chapter 03.docx.

czwartek, 20 marca 2014

Wyniki konkursu!

Zgłosiły się trzy osoby :D Bardzo im dziękuje za wzięcie udziału. Zdecydowałam, że na razie nie będę publikować rozdziałów, które nie wygrały ale zawsze mogę zmienić zdanie!
Osoba, która wygrywa to....
                                                                         Patrycja Brooks
Nie wybrałam ją po znajomości, lecz dlatego, że jej praca była najdłuższa i najładniejsza. Dziękuje też Oli Łojek i Sashy Collins Verdas.
Oto wasze dyplomy kochane wy moje misiaczki <33

Dla Patrycji:

 Dla Sashy:
Dla Oli:


Możecie zawsze napisać, że nie podoba wam się dyplom i ja to zrozumiem ^^
Do dziewczyn, które zajęły 2 miejsce:
Proszę, żebyście napisały w komentarzach wasz email i blog, który chciałybyście żebym zareklamowała. Gratuluję wszystkim ;D
Rozdział pojawi się niedługo <33

Nina Verdas <3

poniedziałek, 17 marca 2014

OS / Fedemiła: ♥ Najszczęśliwszy tydzień w ich bezsensownym życiu ♥

Nie byłoby tego OS gdyby nie Patrycja.
Dlatego dedykuję go właśnie tobie, Pati.
Dziękuje.
Za wszystko.
Pamiętam ten najlepszy tydzień mojego życia. Połapałam się, że jest ważny dopiero wtedy, kiedy było za późno. Byłam wściekła na siebie, bo byłam głupia. Strasznie głupia. Nie myślałam wtedy, że
ten chłopak może być kimś ważnym w moim życiu.
Wszystko zaczęło się jednego normalnego szarego poniedziałku. A potem, kiedy niedziela przyszła, mój szczęśliwy tydzień minął. Tydzień. 7 dni, 168 godzin, 10 080 minut oraz 604 800 sekund.
Kiedy to wszystko runęło, czułam jak przestaję oddychać, a moje serce się powoli łamię. Wtedy sobie uświadomiłam jak ważny w moim życiu jest ten Włoch.
Federico.
Za każdym razem jak słyszę to imię, czuję jak po raz tysięczny moje serce płaczę a moje płuca przestają się ruszać. Czasami czuję jak mnie obejmuje w nocy jak śnią mi się koszmary i mówi mi żebym się nie bała. Zasypiam potem bez problemu, chociaż czasami opowiadam mu o moim życiu. On nie ma nic do powiedzenia mi, ale razem czujemy się swobodnie. Kiedy już się budzę, płaczę. Cichutko, tak żeby nikt mnie nie słyszał i pomyślał, że jestem zwariowana. A może już tak myślą?
Czasami widzę go wśród uczniów w naszej szkole. Krzyczę wtedy do niego, ale on mnie nie słyszy. Wszyscy znają Federica Pasquarelliego i wiedzą co się z nim stało. Ale moja szkoła jest pełna idiotek, które siedzą sobie w kącie i chichrają się jakby nie miały nic lepszego do roboty. Mam 17 lat i przyzwyczaiłam się do wrednych dziewczyn, które myślą, że są lepsze od wszystkich.
Już 5 miesięcy minęło od tamtego pięknego tygodnia. 
A co się działo takiego pięknego?
To już inna sprawa.

Dzień pierwszy - Początek.
Poniedziałek jak poniedziałek. Nic specjalnego, nic nowego. Miałam wtedy trudny okres, bo mój ojciec umarł na raka a mama w ogóle mnie nie rozumiała. Pamiętam te wszystkie wyprawy z moim tatą, jak chodziliśmy do lasu i pływaliśmy w jeziorze. Wycieczki w weekendy kiedy nikt nam nie przeszkadzał. Widziałam potem, że coś jest z moim tatą nie tak. Jednego dnia zemdlał. Moja wina. Czy ja wszystko robię źle? Mogłam powiedzieć mamie, że coś jest nie tak z tatą i wtedy by go zabrała do lekarza, ale nie. Ludmiła zawsze musi coś źle zrobić.
Przychodziłam do niego do szpitala codziennie po szkole, a w weekendy siedziałam przy nim prawie cały dzień. Opowiadał mi różne historie, które przypominały mi czasy kiedy byłam małą dziewczynką i bałam się potwora w szafie. A potem jednego dnia maszyna koło taty zaczęła piszczeć i przybiegli lekarze. Zaczęłam krzyczeć, wyrywać się, lecz na marne. Wyciągnęli mnie z sali. Waliłam w drzwi dopóki nie miałam już siły. Kiedy moja mama przyjechała po mnie, zobaczyła w jakim jestem stanie i pozwoliła mi nie iść do szkoły następnego dnia. Rano zadzwonił do nas lekarz.
- Przepraszamy, ale nie mogliśmy go uratować... - pamiętam dobrze te słowa. Często słyszę je w głowie i w moich snach. Kiedy po raz ostatni zobaczyłam mojego ojca, był blady jak kreda, nie był pełny życia tak jak zawsze. 
Nauczyciele mi współczuli, więc nie obchodziło dyrektorkę to, że patrzyłam bezsensownie na długie brudne ulice za oknem zamiast słuchać jej wypowiedzi. Nie zareagowałam nawet kiedy jakiś nowy uczeń usiadł koło mnie. Teraz tak bardzo tego żałuje.
- Cześć, jestem Federico. - powiedział brunet na przerwie. 
- Aha. - westchnęłam i jadłam dalej moje chrupki.
Nasze pierwsze spotkanie nie było zbyt udane, lecz on nie dawał za przegraną. Kiedy moja książka upadała, on ją podnosił i się do mnie uśmiechał. I tak przez cały dzień. Ja jednak nie zwracałam na to uwagi i po paru godzinach zapomniałam jak ten chłopak się nazywa. 
Jak szłam do domu zaczepiał mnie i chciał pogadać. Kiedy zadawał mi pytania typu "Jak się masz?" lub "Co lubisz robić" ja odpowiadałam zwykłym "Hmmm". Odpuścił sobie dopiero jak doszliśmy do mojego domu. Prawdę mówiąc, przez chwilę myślałam, że będzie czekał pod moim oknem całą noc, ale widziałam jak znika pośród setek innych ludzi.

 Dzień drugi - Wątpliwości.
Kiedy usłyszałam pikanie mojego budzika, zdziwiłam się. Zazwyczaj budził mnie tata i mówił:
- Obudź się kochanie, bo już nowy dzionek wstaje.
Nagle powróciłam do prawdziwego świata, gdzie mojego taty nie było, a cały następny dzień czekał tylko żeby mnie rozwalić. 
W szkole nie mogłam się skupić, bo to był przecież mój pierwszy tydzień w tej dziurze kiedy wiedziałam, że tata nie będzie na mnie czekał w domu.
Tata był bezrobotny, ale utrzymywała nas mama, bo miała jakąś "dobrą" pracę w biurze. Jeśli mam być szczera to muszę powiedzieć, że nigdy się nie interesowałam za bardzo mamą, więc nie wiedziałam czym się zajmuje. To było najbardziej bolesne - nie dość, że mój ojciec umarł, to jeszcze mieszkam sama z jakąś kobietą, którą nie interesuje moje życie, a ja nie interesuję się jej. Czasami jest mi dziwnie, bo mama nie wraca z pracy aż do 17:30 więc muszę sama siedzieć w domu. Nawet jak wraca to powie tylko "Co tak głośno puszczasz tą muzykę?" albo "Ach, ta Ludmiła. Pewnie uciekła z domu, bo w ogóle jej nie słyszę". 
- Ludmiło! Idziemy na przerwę? - chłopak zaczął pstrykać palcami przed moimi oczami. Czy już mówiłam, że nienawidzę jak ktoś mi tak robi? 
Czasami godziny w klasie mi się dłużyły w nieskończoność, a czasami mijały tak szybko, że nie połapywałam się, że już się skończyły. Włoch siedział koło mnie na każdej lekcji, bo nikt nie chciał być koło Ludmiły Ferro, a w klasie nie było innego wolnego miejsca. 
Zastanawiam się jednak, czy Federico siedziałby koło mnie gdyby miał inne wyjście? 
Niemożliwe, a może jednak?

Dzień trzeci - Piosenka.
Na geografii w końcu popatrzyłam na tego chłopaka. Po raz pierwszy widziałam te iskierki entuzjazmu w jego brązowych oczach a jego uśmiech budził we mnie niepokój. To było dziwnie uczucie, bo gdy odwrócił się i popatrzył na mnie, od razu serce zaczęło mi szybciej bić a jak popatrzyłam w jego oczy od razu odwróciłam się i nie wiedziałam co zrobić. 
- Wszystko ok? - jego szept był dziwnie przyjemny, a ja dopiero wtedy zauważyłam jak piękny jest jego głos. Nie wiem dlaczego, ale już w tamtym momencie pomyślałam, że uwielbia muzykę i śpiew. Miałam racje. 
Kiedy przerwa się skończyła, weszliśmy do klasy a nauczycielka zapytała czy ktoś umie grać na jakimś instrumencie. Jego ręka jako pierwsza powędrowała do góry, i to właśnie jego wybrała nasza pani. Kiedy wziął gitarę, która była w kącie popatrzyłam jak ją stroi, a na jego twarzy było widać skupienie i determinację. Zaczął grać pierwsze nuty a po chwili zaczął śpiewać piękną piosenkę. Opowiadała o tym, jak bardzo chciałaby wyznać to co czuje, ale nie wie jak. Patrzył na mnie przez całą piosenkę, ale to mnie obchodziło. Nie czułam niczego gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Wszyscy zaczęli klaskać kiedy skończył grać, a nauczycielka mu pogratulowała. 


Dzień czwarty - Załamanie.
Federico przyszedł do mnie rano i razem poszliśmy do szkoły. Czułam, że coraz bardziej go lubię. Nie do końca go słuchałam, ale dowiedziałam się trochę o nim. Teraz chciałabym wiedzieć o nim więcej, ale i tak rozmawiałam z jego mamą kiedy już się pozbierała. 
W szkole było okropnie, bo przypomniało mi się, że tata opowiadał mi o tym, że pojedziemy kiedyś do Paryża, a właśnie się uczyliśmy o tym mieście. Zaczęłam płakać i zwymiotowałam na moje książki, więc poszłam do domu wcześniej niż zwykle. Wszyscy myśleli, że jestem ohydna i tylko Fede poszedł za mną do toalety. Podał mi szmatkę i wziął mnie za rękę po czym zaprowadził mnie do dyrektorki. Mama odebrała mnie i zaczęła marudzić, że musiała tak długo prosić swojego szefa, żeby jej pozwolił pójść po swoją córkę. Nie słuchałam jej, bo myślałam o tekście piosenki, którą słyszałam poprzedniego dnia.
"- Kiedy będziesz gotowa, ja będę na ciebie czekać, i nigdy nie zapomnę o tobie."

Dzień piąty - Uśmiech.
Poszłam do szkoły bo nie miałam nic do robienia w domu, a poza tym była rocznica naszej szkoły czy coś takiego i w szkole robiliśmy same "przyjemne" rzeczy. Dyrektorka była taka dumna, a nas to nie obchodziło, że nasza szkoła przeżyła tyle lat. Nie dostaliśmy pracy domowej, co było wielkim plusem, bo nie chciałam nic robić tylko się położyć i zasnąć a potem obudzić się w poniedziałek. Nic nie chciało mi się robić, nawet grać na moim cudownym fortepianie na którym grałam każdego dnia po szkole. Wszyscy się przepychali gdy zadzwonił dzwonek i wszyscy wiedzieliśmy, że już możemy iść do domu. Jako jedyna szłam wolno w stronę wielkich drzwi szkolnych i nie przejmowałam się, że nie zdążę się ubrać na imprezę Emmy, najpopularniejszej dziewczyny w szkole, chociaż ta laska i tak mnie wtedy nie zaprosiła. Emma myśli, że jest o wiele lepsza ode mnie tylko dlatego, że jej rodzice są bogaci. Tak naprawdę ona jest największą idiotką, która jest wart tyle, co jej nowa głupia torebka. Jej chłopacy lecą na nią tylko dla pieniędzy. Taka właśnie jest moja szkoła. Nie ma nikogo kto by się zakochał na poważnie, wszyscy chłopcy skaczą z jednego kwiatka na drugi. Najdłuższy związek trwał 3 tygodnie, co jest trochę przerażające. 
Po długiej rozmowie z Federico doszłam do domu i po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęłam. 


Dzień szósty -  Miłość.
"Wiem, że pewnie śpisz, ale chcę żebyś wiedziała co myślę o tobie. Uśmiechnij się Ludmiło, bo wtedy wyglądasz jeszcze bardziej idealnie. -Federico", przeczytałam o 7:00 rano. Zdecydowałam, że pójdę do niego do domu, bo zdałam sobie sprawę, że ten chłopak robił dla mnie wszystko. Mama spała jak trup więc mogłam po prostu wyjść z domu i pójść gdzie chcę. Czułam się dziwnie kiedy już doszłam do jego domu ale zapukałam i po chwili otworzyła mi bardzo ładna pani. 
- Jest tu Federico?
- Ludmiła?
- Tak.
- Fede cały czas o tobie mówi. Chłopak dobrze wybrał.
A gdy poszliśmy do wesołego miasteczka, widziałam jak on na mnie patrzył, tak... Inaczej. Cały czas się zastanawiałam o co chodziło jego matce, i nie rozumiałam dlaczego Federico cały czas o mnie gadał. Nie wiedziałam co miłość może zrobić z człowiekiem. Spędziliśmy cudowny dzień - a gdy Włoch mnie odprowadził do domu powiedział, że chcę się ze mną spotkać następnego dnia o 20:00. Obiecałam mu, że tam będę. Czułam, że to był najlepszy dzień od czasu gdy mój tata umarł. Teraz wiem, że to był mój ostatni szczęśliwy dzień w moim życiu. 

Dzień siódmy - Koniec.
"Zabiorę cię tam, gdzie pójść nie możesz, bo przecież razem możemy więcej". Pisałam piosenkę a słowa same wchodziły mi do głowy. Chciałam ją potem pokazać Fede, bo pomyślałam, że on skomponuje muzykę i razem ułożymy tą nową piosenkę. Chciałam mu zaimponować. Bardzo lubiłam Federico i nie wiedziałam dlaczego nie lubiłam go na początku tygodnia.
Wieczorem strasznie się cieszyłam i w podskokach poszłam do parku. Włocha tam nie było, a po chwili zaczęłam wątpić czy w ogóle przyjdzie. Rozchmurzyłam się gdy zobaczyłam jak idzie w moją stronę. Pobiegłam do niego i objęłam go, po czym zaczęłam się śmiać. On zrobił to samo, i po chwili rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele. 
Jednak po chwili zrobił coś niezwykłego, coś czego nie myślałam, że kiedykolwiek zrobi.
Pocałował mnie.
Nasze ręce się złączyły, a ja ścisnęłam jego dłonie. Wszystko wyjaśniliśmy sobie jednym pocałunkiem. 
A kiedy już nie czułam jego ust na moich, nie otworzyłam oczu, tylko myślałam o tym, co się stało.
To był taki wielki błąd.
Usłyszałam pisk opon, a potem jego krzyk.
Otworzyłam oczy.
Wydałam z siebie najstraszniejszy wrzask, pełen bólu, cierpienia i wściekłości. 
Wszyscy próbowali mnie uspokoić, lecz ja wyrywałam się i nie dałam im zabrać Federico. Nie mogłam jasno myśleć i nie chciałam go zostawić. Kiedy jednak udało im go wsadzić do karetki, położyłam się na ziemi i płakałam.

"The chance you've missed,
the love you lost.
The boy you love,
is gone.."

Ten straszny dźwięk. Ten pisk, który oznajmia, że kolejna dusza została odebrana od człowieka. Słyszałam go już dwa razy, za każdym razem ten dźwięk ranił mnie strasznie. Rozwalał mnie od środka, a ja nie robiłam nic a nic, tylko płakałam. Byłam bezradna. 
I właśnie dlatego nienawidzę samej siebie.

______________________
Tsaaa.... Kolejna historia o nieszczęśliwej miłości xDD
Jakoś długi mi ten OS wyszedł, ale pisałam go 3 tygodnie, więc.. ;c
Przepraszam, że tak późno ale chciałam już go dodać :D
Zapraszam do nowych zakładek: Zapytaj bohatera i Bohaterowie opowiadania.
Zapraszam też do brania udziału w konkursie, który jest tutaj !!
Aha! I jeszcze obserwatorzy <33 Patrycja jest pierwszym obserwatorem, a chciałabym więcej xD
OS = okropność ----- no comment -.-

Nina Verdas <3