Dedykuje ten rozdział Miśce.
Ruggero Pasquarelli. Chłopak o wielkich marzeniach, które się nigdy nie spełniły. Kiedy siedział na swoim małym łóżku, rozmyślał o jednorożcach, piratach i wróżkach. Jego mały świat był pełen rzeczy, które uzupełniały całe jego życie, ale które, niestety, nie były prawdziwe. Nie miał rodziny. Rodzice go porzucili kiedy był bardzo mały i nikt nie chciał go wziąć do siebie. Spędził całe swoje marne dzieciństwo w sierocińcu, a gdy przyszedł czas, żeby wyjść i zmierzyć się z prawdziwym światem, nie wytrzymał tego. Trudno mu było znaleźć samego siebie, a gdy już znalazł prace i żył normalnym życiem, nikt nie doceniał tego co robił.
Czuł się jakby cały świat się od niego odwrócił. Jakby wszyscy czekali na to, żeby się potknął. Nie był gotowy na prawdziwy świat, który go przerażał. Próbował jak najbardziej, żeby ludzie widzieli w nim dobro. Każdego dnia budził się i był przerażony tym, co na niego czekało.
Nikt nie przygotował go do świata realnego. Musiał sobie sam radzić, a jego marzeniem było to, żeby znaleźć kogoś bliskiego. Kogoś, kto by go doceniał.
- Przepraszam. - Jej głos był delikatny i wolnym ruchem ręki zgarnęła swoje blond loki ze swojej twarzy. Spojrzała na jego czyste martensy, a po chwili jej wzrok powędrował do góry. Mężczyzna nadal krzyczał jak szalony. Popatrzyła na jego czekoladowe oczy i uśmiechnęła się. Nagle Włoch przestał wrzeszczeć i spojrzał na kobietę przed nim.
- Co powiedziałaś? - spytał ze zdziwieniem. Zazwyczaj to on był tym, który przepraszał, a nie osoba, która czasami naprawdę była winna. Zaczął się jąkać, na co blondynka odpowiedziała śmiechem. Według niego, jej twarz była idealna. Chociaż miała rozczochrane włosy, jej makijaż był cudownie ułożony, a jej oczy były pełne szczęścia. Jej zęby były białe i idealnie ułożone, jak małe perełki. Niesamowita istota stała przed nim i cichutko się śmiała.
- Przepraszam. - powtórzyła i dopiero wtedy, Ruggero zauważył jaki piękny głos ona ma. - To przecież przeze mnie twoje papiery są teraz rozwalone. Pomóc ci w czymś?
Tego się nie spodziewał. W pięć minut, ona wypowiedziała słowa, których nigdy nie słyszał przez całe te swoje nędzne życie. Pokręcił przecząco głową. Z otwartą buzią patrzył, jak magiczna kobieta, którą dopiero co poznał, znika.
Jego marzenie się spełniło.
Patrzyła na wielkie krople za oknem, jak powoli spływają po budynkach dookoła jej domu. Uwielbiała siedzieć wieczorami w tym małym pięknym pokoju, słuchać jak deszcz bębni o szyby, jak szumi na dachu i jak robi, że czuje się bezpiecznie na łóżku, który kiedyś należał do jej mamy. Jej rodzicielka podarowała jej dużo pamiątek z jej dzieciństwa, zdjęcia, listy i inne rzeczy, które należały do niej. Łóżko było stare i skrzypiało, lecz jej to nie przeszkadzało. Pachniało jej dzieciństwem, spokojnym okresem, którego nigdy nie zapomni. Pamiętała te długie letnie dni, które spędzała na łąkach, z jej rodzicami, którzy siedzieli sobie na kocu niedaleko jej. Jej dziadkowie mieszkali z dala od miasta, więc lato na wsi a nie w Buenos Aires było dla niej niesamowitym przeżyciem, uwielbiała biegać jak szalona po lasach, które były dookoła starego domu jej babci i dziadka.
Ze wspomnień ocknął ją jej narzeczony, całując ją w czoło.
- Co na obiad? - spytała, podczas gdy on usiadł koło niej na łóżku.
- Sałatka. - spiorunowała go wzrokiem, a on się zaśmiał. - Żartuje. Chodź, to zobaczysz.
- Jeszcze chwilę. Zaraz do ciebie dołączę. - wyszedł, a ona wzięła zdjęcie jej brata. Uśmiechnęła się, lecz jedna łza pokazała jak nadal cierpiała. - Tęsknie za tobą. Ale będę silna. Tak, braciszku. Nie jestem tą Martiną Stoessel, która boi się byle czego. Ta nowa Martina będzie odważna. Kocham cię. - odstawiła wcześniej wspomniany przedmiot i pobiegła na dół.
Na niebie pojawiła się tęcza.
Nikt nie przygotował go do świata realnego. Musiał sobie sam radzić, a jego marzeniem było to, żeby znaleźć kogoś bliskiego. Kogoś, kto by go doceniał.
- Przepraszam. - Jej głos był delikatny i wolnym ruchem ręki zgarnęła swoje blond loki ze swojej twarzy. Spojrzała na jego czyste martensy, a po chwili jej wzrok powędrował do góry. Mężczyzna nadal krzyczał jak szalony. Popatrzyła na jego czekoladowe oczy i uśmiechnęła się. Nagle Włoch przestał wrzeszczeć i spojrzał na kobietę przed nim.
- Co powiedziałaś? - spytał ze zdziwieniem. Zazwyczaj to on był tym, który przepraszał, a nie osoba, która czasami naprawdę była winna. Zaczął się jąkać, na co blondynka odpowiedziała śmiechem. Według niego, jej twarz była idealna. Chociaż miała rozczochrane włosy, jej makijaż był cudownie ułożony, a jej oczy były pełne szczęścia. Jej zęby były białe i idealnie ułożone, jak małe perełki. Niesamowita istota stała przed nim i cichutko się śmiała.
- Przepraszam. - powtórzyła i dopiero wtedy, Ruggero zauważył jaki piękny głos ona ma. - To przecież przeze mnie twoje papiery są teraz rozwalone. Pomóc ci w czymś?
Tego się nie spodziewał. W pięć minut, ona wypowiedziała słowa, których nigdy nie słyszał przez całe te swoje nędzne życie. Pokręcił przecząco głową. Z otwartą buzią patrzył, jak magiczna kobieta, którą dopiero co poznał, znika.
Jego marzenie się spełniło.
Patrzyła na wielkie krople za oknem, jak powoli spływają po budynkach dookoła jej domu. Uwielbiała siedzieć wieczorami w tym małym pięknym pokoju, słuchać jak deszcz bębni o szyby, jak szumi na dachu i jak robi, że czuje się bezpiecznie na łóżku, który kiedyś należał do jej mamy. Jej rodzicielka podarowała jej dużo pamiątek z jej dzieciństwa, zdjęcia, listy i inne rzeczy, które należały do niej. Łóżko było stare i skrzypiało, lecz jej to nie przeszkadzało. Pachniało jej dzieciństwem, spokojnym okresem, którego nigdy nie zapomni. Pamiętała te długie letnie dni, które spędzała na łąkach, z jej rodzicami, którzy siedzieli sobie na kocu niedaleko jej. Jej dziadkowie mieszkali z dala od miasta, więc lato na wsi a nie w Buenos Aires było dla niej niesamowitym przeżyciem, uwielbiała biegać jak szalona po lasach, które były dookoła starego domu jej babci i dziadka.
Ze wspomnień ocknął ją jej narzeczony, całując ją w czoło.
- Co na obiad? - spytała, podczas gdy on usiadł koło niej na łóżku.
- Sałatka. - spiorunowała go wzrokiem, a on się zaśmiał. - Żartuje. Chodź, to zobaczysz.
- Jeszcze chwilę. Zaraz do ciebie dołączę. - wyszedł, a ona wzięła zdjęcie jej brata. Uśmiechnęła się, lecz jedna łza pokazała jak nadal cierpiała. - Tęsknie za tobą. Ale będę silna. Tak, braciszku. Nie jestem tą Martiną Stoessel, która boi się byle czego. Ta nowa Martina będzie odważna. Kocham cię. - odstawiła wcześniej wspomniany przedmiot i pobiegła na dół.
Na niebie pojawiła się tęcza.
_____________________
Dlaczego Miśce? Bo jest nowa na bloggerze, a jej blog dopiero się rozwija. A ma taki wielki talent, że nie wiem co powiedzieć. Patrycja i Natalka, moje kochane dziewczyny <3 Więc możecie znaleźć moją kochaną miśkę z anonimka TUTAJ. <33333
Jezu, statystyki przerastają mnie, poważnie (w dobrym sensie xD). Komentarze? Jest ich mnóstwo, ostatnio jestem bardzo szczęśliwa z tego co dla mnie robicie <3 Jesteście kochani, dajecie mi siłę i chęć do pisania, pomagacie mi się wzbić do góry, kiedy ja zapominam jak mam latać... <3
Mam nadzieje, że nigdzie nie pójdziecie, nie odejdziecie. Co mogę jeszcze powiedzieć? Wszyscy mówicie, że to JA jestem cudowna i że to JA mam talent, ale to wy jesteście cudowni i to wy macie talent do robienia, że uśmiech pojawia się na mojej twarzy.
Jakoś dziwna wyszła mi ta końcówka :/
Ruggero i Mechi <3 Ruggero taki zdziwniony, Mercedes powiedziała "Przepraszam" xD
Jorge straszy Tini sałatką terroru ;3
Nina Verdas ♥















